Od razu piszę, że aby zagrać w te gry zalecane jest być w pustym, ciemnym pokoju, w ciągu nocy, najlepiej ze słuchawkami na uszach, wtedy efekt w pełni się uda. Chciałem przedstawić kilka gier o tematyce horroru, aby zwolennicy tych klimatów wiedzieli po co sięgać na półki sklepowe. Nie będę się rozpisywał, ale postaram się najogólniej napisać, co mnie wystraszyło w ostatnim czasie.

Amnesia: The Dark Descent

To nie gra, to koszmar. Zapewniam, że można spaść z krzesła. Mroczny i ciężki klimat non stop powoduje ciarki na plecach. W grze zwiedzamy tajemniczy zamek, po którym przechadza się pewna zjawa. Chodząc po zamku dowiadujemy się jego zawiłej historii. Zbieramy krzesiwo, by zapalić naszą latarkę, przesuwamy przedmioty i rozwiązujemy łamigłówki. W momencie skryptu musimy się schować, aby uniknąć tajemniczego ducha. Takich momentów w grze jest pełno. Eksploracja pomieszczeń i odkrywanie kolejnych fragmentów fabuły jest bardzo frapujące. Wnętrza zamku wyglądają mrocznie i szczegółowo. Rozgrywka jest według mnie słusznej długości i kończąc grę czujemy się usatysfakcjonowani.

Alan Wake

Gra akcji, TPP. Może niektórych wcale nie przestraszy, ale ja doceniam tę grę za mroczny klimat. Mamy tu odpowiedni soundtrack. Fabuła zdaje egzamin i jest pasjonująca. Wydarzenia w grze prezentowane są w formie odcinków w stylu serialu. W Alanie Wake’u lepiej trzymać się źródła światła, bo jeśli je stracimy to możemy stracić również życie. Naszymi wrogami są upiory, które dzielą się na kilka rodzajów, czyli typowo na te szybsze, lecz słabsze i mocniejsze, ale powolne. Na plus zasługują wygląd lokacji, który zachwyca niejednokrotnie. Faktem, który może być minusem jest jednak to, że po lokacjach poruszamy się w sposób tunelowy, czyli jedną wyznaczoną ścieżką.  Ciągłe naparzenie zjaw z różnej broni i odkrywanie kolejnych kart przygody jest bardzo przyjemne i na pewno spodoba się fanom horroru. Gra na kilkanaście godzin, oferuje niezapomniane wrażenia.

Jestem świeżo po tym czymś i mogę tylko tyle powiedzieć, że poleciłbym ją wszystkim cwaniakom, co to uważają, że żadna gra ich nie jest w stanie wystraszyć. Zadanie jest dość proste- znajdź 8 kartek porozrzucanych po lesie. Jest noc i pustka. Wszystko by było cacy gdyby jednak nie śledził nas pewien natarczywy „koleś” o nieciekawej fizjonomii. Nie wiemy kiedy się pokaże i zaręczam, że na pewno wzdrygniemy się na jego widok. Nie poddawajcie się i zniechęcajcie, a może znajdziecie wszystkie kartki  :)Slender: The Eight Pages

PS: Grę w wersji Beta możemy ściągnąć z tej oto strony: LINK .

Where Am I

Jest to gra online, twórcy Slendera. Bardzo krótka, ale akurat długość nie jest ważna. W grze próbujemy odpowiedzie懠na tytułowe pytanie. Chodzimy przez ciemny labirynt i wtapiamy się w nastrój. Przejście tej gry nie powinno zająć wam nawet 10 minut, ale zapewniam- warto grać do końca. Przyznam, że nie jest to urozmaicony przegląd, ale na lepszy w tym momencie mnie nie stać :P Proszę jednak o wypisywanie w komentarzach waszych własnych przykładów mrocznych i strasznych gier. 

Slender: The Arrival

Uznałem, że należy trochę poszerzyć temat, gdyż grałem ostatnio w kolejną część Slendera- „Slender: The Arrival”. Za nowego Slendera zabierał‚em się z dużą dozą ciekawości. Zastanawiałem się co znowu przygotował  Mark Hadley- twórca gry Slender: The Eight Pages.  Oczywiście jakby się mogło spodziewać, pierwszorzędny pomysł został rozbudowany o wiele nowych. Ale najważniejsze pytanie jakie każdy mógłby sonie zadać to: czy nowy Slender  jest jeszcze bardziej straszniejszy od poprzednika? Powiem tak: obydwie gry są równie straszne i przerażające i każda ma inne podejście do rozgrywki. O ile Slender: The Eight Pages był w swej strukturze bardzo prosty, to sequel jest już bardziej rozbudowany i skupiony na opowiedzeniu historii i jej umiejętnym przekazaniu.

Jak sama nazwa wskazuje głównym tłem omawianej historii jest- przyjazd. Na początku wiadomo jedynie tylko tyle. Wszystko zaczyna się niewinnie w piękny dzień w bardzo malowniczej okolicy. Jednak sielanka nie trwa długo. Pogodny dzień przeradza się w noc, a przed nami eksploracja. Nie mam sensu opowiadać co będzie dalej, każdy musi  to przeżyć samemu.

Mapa, którą zwiedzamy w nie dużym stopniu jest większa od tej z pierwszego Slendera. Jest ona bardziej rozbudowana od pierwowzoru. Jest znowu las, a na jego obszarze znajduje się kilka ciekawych miejscówek. Łatwiej jest się po nim poruszać, łatwo ocenić czym byliśmy już w tym miejscu, czy jesteśmy tu pierwszy raz, dzięki różnorodnemu ukształtowaniu terenu. Mimo wszystko nadal ciężko jest nawigować w tych ciemnościach.

Klimat jest podobny jak w pierwszym Slenderze, towarzyszyły mi podobne odczucia. Najbardziej napędziły mi bzika miejsca, które zwiedzamy.

Mi udało się zebrać siedem kartek. Spróbujcie, może uda wam się więcej.