Nie dawno wpadła mi w ręce gra, dzięki której przypomniałem sobie co to znaczy hardcorowe RPG. I wcale nie chodzi mi o poziom trudności, ale o cały system. Legend: Hand of God to gra, która miała premierę 2007 roku, czyli wtedy kiedy na naszych blaszakach i na moim również, gościł Wiedźmin, dlatego LHoG mnie ominął. Po 7 latach mam przyjemność zagrać w tę grę na moim blaszaku i muszę przyznać, że mimo takiego okresu w ogóle nie mam do czynienia z przestarzałym produktem. To nadal sprawiający wiele frajdy RPG i przyznam się, że kiedy wybierałem między nowiutkim Torchlight II a Legend: Hand of God- wybrałem druga opcję. A dlaczego? Okaże się z moich pierwszych wrażeń.

Gdzieś już to było…

Głównym bohaterem jest nowicjusz Zakonu Świętego Płomienia- Targon. Zakon ten strzeże świat Aris od hordy potworów dzięki sile ognia, lecz płomień zostaje zgaszony i wszystkie złe kreatury wychodzą na wolność. Dostajemy zadanie zdobycia „Ręki Bogów”- artefaktu, który może przywrócić ład na świecie. Trochę oklepane, ale nawet byle jaki powód nadałby się by usprawiedliwić złojenie skóry kilku wrogom. Niestety nie ma tu dość wyrazistych postaci, które by zapadły na długo w pamięci. Jestem zwolennikiem gier RPG i przepadam za ciekawymi kreacjami postaci, ale tutaj ich nie ma. Scenariusz do gry jest tworem Susan O’Connor, która maczała również swoje palce przy takich grach jak Dungeon Siege II i Gears of War.

Nasza postać może korzystać z kamieni, które służą jako checkpointy

Naszemu protegowanemu towarzyszy mały świetlik, który występuję w roli kursora oraz przewodnika, który często służy radą i to bardzo przydatną, bo gdy na przykład będziemy mieli zapełnione plecaki, świetlik przypomni nam o tym i musimy zacząć planować wizytę u handlarza. Służy on także jako światło, bardziej przydatne kiedy chodzimy po mrocznej krypcie.

 …heroiczna walka o triumf dobra nad złem

Nasza postać ma pięć dróg rozwoju i tu pojawia się jedna rzecz(bardzo innowacyjna) z jaką nie spotkałem się w żadnej innej grze- możemy wybrać dwie drogi rozwoju z pięciu jakie są przewidziane. Jak się można domyślić wprowadza to do gry wiele kombinacji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby połączyć umiejętności magiczne z mocami wojownika albo na połączeniu sprytu łotrzyka z mocami natury. Dzięki temu dokładnie dostosujemy umiejętności naszego wojownika do naszego stylu gry. Sama walka jest widowiskowa, a to za sprawą innego rodzaju animacji i taktyki jakiej musimy używać na różnych wrogów. Na naszej drodze spotkamy różnorodną gamę wrogów , którzy zmieniają się pod wpływom mapy na jakiej się obecnie znajdujemy, czyli jeśli na przykład znajdujemy się na cmentarzysko to są to kościotrupy, a na łące wilki lub niedźwiedzie.

Widok naszego plecaka w Legend: Hand of God

Sterowanie jest wygodne i na ten element gry bym nie narzekał, o nerwowym szukaniu przycisków podczas walki nie ma mowy. Grze zaaplikowano widok izometryczny, sterowanie kamery jest w porządku, nie spotkałem się z jej wadliwym działaniem.

Pierwsze wrażenia- jak najbardziej pozytywne. Zobaczymy jak będzie później, nie omieszkam dopisać dalszej części wpisu. Także gorąco polecam tego RPG-a, na letnie wieczory w sam raz.

Graliście w Legend: Hand of God ? Jeśli tak to zachęcam do podzielenia się własnymi wrażeniami w komentarzach.