Strona jest o grach komputerowych, ale nie omieszkam zamieścić od czasu do czasu czegoś odbiegającego od gier, ale nie znacznie, jak wiadomo gry już od dawna noszą znamiona filmu interaktywnego. Ostatnio oglądałem film związany z tematyką science-fiction- Dredd 3D. Od razu napominam, że było to moje pierwsze spotkanie z sędziom Dreddem. Nie oglądałem filmu ze Sylwestrem Stalone, ani nigdy nie czytałem komiksu. Uważam, że mogło to mieć wpływ na ostateczną ocenę. 

Sędziowie biorą sprawy we własne ręce

Przedstawiony świat zafascynował mnie już od pierwszych minut. Szczególnie spodobały mi się ujęcia z planu dalekiego, kiedy widzimy wielką metropolie, gdzie w poszczególnych  miejscach widać ogromne drapacze chmur. W jednym z tych wieżowców odbędzie się lwia cześć całej akcji, ale o tym później. Świat w tej futurystycznej metropolii charakteryzuje się szarością i brutalnością. Jest on ciemiężony przez różne szajki przestępcze i organizacje. Czasy są niespokojne i non stop dochodzi do różnych przestępstw. Ktoś musi dbać o porządek i  tu pojawiają się sędziowie- pilnują porządku, a ich władza jest tak silna, aby mogli oni od razu wymierzać oskarżonemu sprawiedliwość, bez zbędnych rozpraw sądowych. Ten film nie stara się przedstawić wielowątkowej fabuły czy wielowymiarowych postaci, nie o to tu chodzi. Reżyser bardziej stara się skupić na przedstawieniu samej akcji i mocnych efektów specjalnych. Mogę powiedzieć, że wyszło mu to fenomenalnie. W tym kryje się sukces filmu, gdyż nawiązuje on do filmów SF starszego typu jak Terminator czy Robocop. Sędzia Dredd pasuje do tych osobistości jak ulał.

Zimne spojrzenie mówi wszystko

Sędzia Dredd dostaje do pomocy rekrutkę Anderson ze szczególną umiejętnością, o której nie chce pisać, aby nie spoilerować. Dostają oni wezwanie o morderstwie i szybko ruszają na miejscu zbrodni. Proste morderstwo i typowo zwyczajny dzień na służbie przeradza się w walkę na śmierć i życie w Peach Tree Block- wieżowcu diabolicznej wielkości, o których wspominałem na początku  Szczególną fascynacje wzbudził we mnie sam głównym bohater, który z ideą praworządności wyznacza karę w niezwykle surowy sposób. Twarz ma zawsze poważną, a gdy żartuje to zawsze z zimnym uśmiechem. Swojej towarzyszki- rekrutki nawet nie próbuj podrywać, co pewnie robił by każdy typowo amerykański bohater z  typowo amerykańskich filmów. W roli rekrutki Anderson wystąpiła Olivia Thirlby, która poradziła sobie nieźle.  Jest ona poniekąd przeciwieństwem sędziego Dredda, gdyż nie jest nader surowa w wymierzaniu sprawiedliwości tak samo jak tytułowy bohater.

Król jest tylko jeden

W podziw wprawiły mnie efekty specjalne, szczególnie sceny pola walki, gdzie kule latają we wszystkie strony. Są one widowiskowe i pompują całą atmosferę w filmie. Wybuchy, wystrzały broni czy dym wyglądają znakomicie i nie mam się do czego doczepić w tym temacie. Dredd używa swoich broni z niezwykłą gracją, cały czas miałem skojarzenia z Terminatorem. Efekty 3D dają radę i miło się ogląda akcje, szczególnie w spowolnieniu.  Mimo, że akcja filmu non stop toczy się w jednym miejscu to nie wpływa to na jakość scenariusza. Co chwila jesteśmy karmieni nagłymi wydarzeniami, tempo akcji nie spada ani na moment, dlatego podczas oglądania wcale nie czułem znudzenia, ale przyjemnie czekałem, co wydarzy się za chwile. 

Dredd 3D to dobry film, jego największym plusem jest „staroszkolne” podejście do filmów science-fiction. Nie każdemu może się spodobać główny bohater, o którym krótko można powiedzieć- jest nietypowy. Nie ma tutaj głębszego sensu, nie o to tu chodzi, to tylko prosty epizod z pracy sędziego Dredda. Świat zachwyca od pierwszych minut filmu, jego mieszkańcy i skorumpowanie przestępcy. Można odczuć lekki niedosyt z powodu tego, że przedstawiony świat nie został w pełni wyeksploatowany, bo przecież widzimy tylko jego małą część. Z chęcią zobaczyłbym więcej lokacji z tego uniwersum. Po obejrzeniu filmu stwierdzam, że będę musiał nadrobić zaległości i obejrzeć Sędziego Dredda z 1995 roku.