Nie będzie to lista w żadnym wypadku uszeregowana od najlepszego do mniej lepszego. Akurat te momenty jako pierwsze wpadły mi do głowy i pozostały w pamięci na długi czas, żebym mógł teraz się nimi podzielić. Nie są to jakieś szczególnie unikalne momenty i wydaje mi się, że każdy z nas mógł się już spotkać z tymi grami na komputer.  Mam nadzieję, że podacie swoje własne typy pamiętnych momentów z gier wideo i może wyniknie z tego jakaś dyskusja.

1. Call od Duty 4: Modern Warfare – „misja czarnobylska”

Do dziś pamiętam mocniej pulsującą krew w moich żyłach, kiedy przechodziłem, lub bardziej trafne, czołgałem się po czarnobylskich stepach w skórze snajpera, któremu nie groźna żadna bohaterska 50-metrowa prosta między wrogami. W każdym przypadku legendarna misja, która ustanowiła nowy trend, który potem z powodzeniem kontynuował nasz rodzimy Sniper Ghost Warrior. Postać mojego kolegi, towarzysza, która ustawicznie uspokajającym tonem nakreślała nowe tory misji, do dziś budzi we mnie niezmienny respekt i pozwala mi sądzić, że był to najrozsądniejszy facet, jaki kiedykolwiek pojawił się w jakiejkolwiek grze komputerowej. Szara kolorystyka, tereny apokaliptyczne, pełno wrogich żołnierzy, którzy nie pałają do nas miłością, labirynt, który trzeba przejść, by wykonać cel. To wszystko buduje ciężki klimat ponurej katastrofy. Choć jest to misja. jak i sama gra, przepełniona skryptami, często bardzo denerwującymi, co zmusza do odczuwania danego emocjonującego momentu jeden jedyny raz, to w tym przypadku wpasowuje się to znakomicie.

2. Medal of Honor: Allied Assault  – plaża Omaha

Jako zagorzały miłośnik II wojny światowej, nie mógłbym powiedzieć o Medal od Honor i o jego zasługach nad tematem II wojny, co rozbudziło we mnie młodzieńczą ciekawość. Słynny desant na plaży w Normandii został ukoronowany także swoim obrazem growym, w którym kule z bunkrów niemieckich świszczą na wszystkie strony, a wokół pełno rannych i zabitych, zupełna odwrotność amerykańskiego snu. Mimo kilku lat na karku, wciąż bije z tego momentu pełno patosu i wzniosłości, która już chyba zawsze będzie towarzyszyć graczom.

3. Mafia II- misja 10, nieudany zamach

O ile pierwsza Mafia była w całości grą, która non stop atakowała nas sentymentalnymi scenami, o tyle druga Mafia- nie do końca, i tylko niektóre sceny zasługuję na moją aprobatę. A jedną z takich chwil jest misja, w której musimy przeprowadzić zamach na szychę mafijnego półświatka. Cała misja, od początku do końca, to prawdziwy majstersztyk, wyśmienite przeżycie, które pięknie się ogląda i chętnie się w nim uczestniczy. Misja ta jest podzielona na kilka etapów, między którymi pojawiają się klimatyczne cut-sceny. Podczas tej misji przeżywałem mieszankę nastrojów. Od szczęścia do smutku – dosłownie. Wszystko za sprawą przemyślanego prowadzenia rozgrywki, która na każdym kroku buduje napięci, by potem totalnie je rozładować.

4. Gothic 2 – podróż na wyspę Irdorath

Czy nie czuliście dzikiego podniecenie, kiedy po zebraniu całej załogi, mogliście wreszcie wyruszyć na wyprawę, czując się niezwykle silnym. Czekając na nowe przygody, mieliśmy ochotę poznać wreszcie wszystkie odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Po wielu przygodach mogłem odbyć tę ostatnią, która szykowała się największym wyzwaniem w całej grze.

Lokacja nie zawiodła, uwodziła swym wyglądem i przeznaczeniem, jako świątynie samego Zła, którą reprezentował boss – Smok Ożywieniec. Stawienie czoła wyspie było z pewnością największym wyzwaniem spośród całej gry i bardzo się cieszę, bo tak powinno być. Te najtrudniejsze momenty winny być zawsze na końcu, tworząc ostateczny test umiejętności i sprawdzian wiedzy.

Wyspa była przesiąknięta Jaszczuroludźmi, którzy bronili głównego przejścia do bossa. A nie bronili go przypadkowo, gdyż wyspa była pod ich władaniem.  Oczywiście to nie jedyni wrogowie, którzy stanęli nam na drodze. Pod koniec mojej potyczki na wyspie, czułem tylko charakterystyczne zaszczucie i chciałem jak najszybciej opuścić to miejsce.

wyspa irdorath-RPG-smok

5. Alan Wake – rzeź na scenie z ogromną ilością fajerwerków oraz wrogów

W tym oto epickim momencie ujęło mnie połączenie klimatycznego utworu z robieniem niesamowitej rozwałki w ciekawych okolicznościach i miejscu, bowiem była to wiejska, ręcznie robiona scena. W naszym ekwipunku mieliśmy ogromną ilość rac, flar i baterii do latarki. Ci, którzy grali, wiedzą, że są to przyrządy w sam raz nadające się do eliminacji wrogich zjaw, gdyż boją się one światła, które właśnie te przedmioty wydzielają. Prócz tego okazuje się, że scena, na której przyszło nam, walczyć ma możliwość włączenia pokazu fajerwerków, co nasz przyjaciel skrzętnie to wykorzystał, pomagając Alanowi. Nawałnice upiorów, pełno rzucanych flar okazał się kluczem do doskonałe zabawy. Jak wiadomo: są fajerwerki – jest impreza.